niedziela, 7 października 2012

O mnie ::.....



Nazywam się Diora, torchę nietypowe imię jak na kraj pochodzenia, o czym przekonała się moja rodzicielka podczas jego wyboru.




Moja mama chciała, żebym to ja w wieku kilku tygodni zdecydowała jak chcę się nazywać.
W tym celu nosiła mnie po wszystkich możliwych domach mody z konkretną nazwą.  Z opowiadań wiem, że w Pradzie strasznie krzyczałam, po wejściu do Yves Saint Laurent-a, niesamowicie wierciłam się w nosidełku i byłam bardzo niespokojna. Sklep Louboutina powodował kopanie kocyka, a w Louis Vuittonie dostawałam ataku gaworzenia LLLLLLLL......... VVVVVVVVV............

Jedynym i sensownym rozwiązaniem był Dior, gdyż właśnie tam wyglądałam na odprężoną, uśmiechniętą i szczęśliwą. Sprytna mama dodała do końcówki „a” i tak powstało fajne
imię z którego jestem nawet zdowolona, choć na codzień używam całkowicie innego.

W PL w owych czasach nikt niestety nie zgodził się mnie tak ochrzcić..."bo to nie polskie", lecz mama nie dała za wygraną. Spakowała co trzeba i już po paru godzinach wylądowałyśmy z powrotem w kraju Diora. Tym razem na zawsze. To była jedna z lepszych decyzji w życiu mojej matki. Gdyby została w PL zapewne byłaby nikim.

We Francji mama zrobiła oszałamiającą karierę w świecie mody. Na tamte czasy była niczym dzisiejsza Rachel Zoe, z tą różnicą, że ona pozostawała w tyle fleszy. Na własne z resztą życzenie.

Moja mama zdecydowanie była i jest ikoną mody. Do dziś w tym ciepłym, szołbiznesowym bagienku krążą o niej przeróżne anegdoty i pełne podziwu wspomnienia. Nie chcę nic już więcej na jej temat pisać. Może tylko tyle, że to właśnie za jej przykładem poszła Victoria nosząc swoją małą córeczkę po wszystkich salonach z nadzieją, że tam znajdzie jej odpowiednie imię. Mała „Siódemka” w przeciwieństwie do mnie najlepiej czuła się u Prady.

http://www.pudelek.pl/artykul/35092/harper_czuje_sie_w_butiku_prady_jak_w_domu/

Gdyby nie moja matka, pewnie nigdy nie weszłabym w świat modelingu. To ona namówiła mnie do zmiany imienia i nazwiska, dzięki czemu nasza „utajona współpraca”, ale przede wszystkim jej wpływy pozwoliły mi wejść w to środowisko. Niestety, dociekliwi papparazzi po kilku latach wyczaili nasze powiązania i szybko okazało się kim jestem naprawdę. Niczego to jednak w moim życiu nie zmieniło, ponieważ mówiąc w skrócie byłam już na samym szczycie.

A kiedy jest ktoś na samym szczycie, pozostaje co?....

zejście w dół.....

w moim przypadku przykład sinusiody sprawdził się w 100%. I to wcale nie dlatego, że nie otrzymywałam owocniejszych ofert współpracy, wcale nie.

W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że to całe życie na szczycie w blasku fleszy, szpanerstwa, vipowych snobów, tak naprawdę nie ma żadnego sensu.

Postanowiłam zerwać z tym wszystkim i zacząć wszystko od nowa.....
 
Jeżeli macie ochotę czytać mój "virtualny pamiętnik", zapraszam. Mam nadzieję, że nudno nie będzie.


Koniec na dziś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz